Pamiętam, jak w moim pierwszym mieszkaniu ściany były białe, bo tak najłatwiej. Po roku czułam się, jakbym mieszkała w poczekalni. Przełom nastąpił, gdy na jednej ścianie w salonie pojawiła się tapeta z geometrycznym wzorem w odcieniach butelkowej zieleni. Nagle pokój zyskał charakter, a ja przestałam wieszać obrazy, by wypełnić pustkę. Tapety we wnętrzach to nie tylko dekoracja, to sposób na zmianę klimatu bez wywracania wszystkiego do góry nogami. Wystarczy jedna ściana, by całkowicie odmienić percepcję przestrzeni. I choć boimy się, że wzór szybko się znudzi, to przy odrobinie rozwagi można trafić w dziesiątkę.
Z własnego doświadczenia wiem, że tapety we wnętrzach sprawdzają się przede wszystkim tam, gdzie chcemy ukryć niedoskonałości ścian. W starym budownictwie krzywe tynki to norma, a farba tylko podkreśla nierówności. Tapeta z drobnym, pionowym wzorem potrafi zamaskować te mankamenty, a przy okazji optycznie podnieść sufit. Kiedy urządzałam pokój gościnny u rodziców, postawiłam na tapetę w szare pasy. Efekt? Niski pokój na poddaszu wydał się wyższy, a do tego nie trzeba było kłaść nowego tynku. To konkretne rozwiązanie, które działa od razu.
Mam jednak jeden problem z tapetami – wybór. Na rynku jest ich tyle, że łatwo stracić głowę. Od flizelinowych, przez winylowe, po papierowe. Te pierwsze są moimi ulubionymi, bo klej nakłada się na ścianę, a nie na materiał. To oszczędza czas i nerwy. Pamiętam, jak z koleżanką kleiłyśmy tapetę w jej kuchni – flizelina dała się łatwo dopasować, a gdy zaszła pomyłka, mogłyśmy ją odkleić bez uszkodzenia. W przeciwieństwie do papierowych, które potrafią się rozwarstwić przy pierwszym błędzie. Dlatego dla początkujących polecam właśnie flizelinowe.
Często słyszę pytanie, czy tapeta nie przytłoczy małego mieszkania. Owszem, może, jeśli wybierzemy wzór w duże kwiaty na wszystkie ściany. Ale w moim 35-metrowym lokum postawiłam na tapetę z drobnym motywem liści w kolorze écru na jednej ścianie w sypialni. Reszta została pomalowana na ten sam odcień, co tło tapety. Dzięki temu przestrzeń nie straciła na lekkości, a dostała charakteru. Klucz to umiar i konsekwencja kolorystyczna. W małych metrażach tapety we wnętrzach działają najlepiej jako akcent, nie jako wypełniacz.
W sypialni warto pójść o krok dalej. U siebie dobrałam tapetę w subtelne złote wzory na granatowym tle. Pasuje do łóżka z pojemnikiem na pościel, które kupiłam, by ogarnąć bałagan z prześcieradłami. Wzór tapety odbija światło z lampki nocnej, tworząc przytulny nastrój. Do tego kanapa z funkcją spania w salonie ma tapicerkę welurową w podobnym odcieniu, co łączy oba pomieszczenia. Tapeta stała się punktem wyjścia do reszty aranżacji, a nie tylko dodatkiem. To działa, gdy spędzasz w sypialni więcej czasu niż tylko na spaniu.
Zdarzyło mi się też popełnić błąd. W przedpokoju położyłam jasną tapetę z flizeliny, myśląc, że rozjaśni ciasny korytarz. Po miesiącu miała ślady od kurtek i plecaków. Na szczęście winylowa tapeta w przedpokoju to inna para kaloszy – można ją przetrzeć wilgotną szmatką. Dlatego teraz radzę: do pomieszczeń o dużym natężeniu ruchu wybierajcie tapety zmywalne. A jeśli macie dzieci, to wzór w drobne plamki lub geometryczne figury świetnie maskuje zabrudzenia. Nikt nie powie, że to brud, raczej element wzoru.
W salonie postawiłam na tapetę z motywem roślinnym w odcieniach morskiej zieleni. Pasuje do wersalki, którą mam od lat – to praktyczny mebel, gdy przyjeżdżają goście na noc. Tapeta ożywiła kąt, gdzie stoi kanapa, a do tego odciąga wzrok od telewizora, który zawsze jest czarną plamą na ścianie. Użyłam mechanizmu DL w wersalce, by szybko rozłożyć spanie, a tapeta sprawia, że całość wygląda spójnie. Bez niej salon byłby tylko zbiorem mebli. Z nią ma duszę.
Ostatnio testuję tapetę w łazience. Tak, to możliwe, jeśli użyje się specjalnej, wodoodpornej. Na małej powierzchni nad umywalką położyłam wzór w morskie fale. Efekt jest taki, że nawet gdy nie mam czasu na remont, łazienka wygląda świeżo. Do tego stelaz listwowy pod materac piankowy w sypialni ma podobny odcień drewna co ramy obrazów na tapetowanej ścianie. Drobiazgi, ale one tworzą spójność. Tapety we wnętrzach to gra detalami, która nigdy się nie nudzi.
Jeśli boicie się, że tapeta Was przerasta, zacznijcie od małego fragmentu. Ja tak zrobiłam w kąciku do czytania. Wycięłam kawałek tapety, przykleiłam na deskę i powiesiłam jak obraz. Po tygodniu wiedziałam, że chcę więcej. I wiecie co? To najprostszy sposób, by przetestować, czy wzór będzie działał w Waszym świetle. Bo tapeta to nie wyrok, to przygoda, która zaczyna się od jednej ściany.
If you have any inquiries concerning where by and how to use proszę kliknij nadchodzący artykuł, you can get hold of us at the web-page.